
Polska ma jeden z najniższych odsetków najemców w Europie. Ale dane pokazują, że to się zmienia — i to szybciej, niż mogłoby się wydawać.
Według danych Eurostat odsetek populacji wynajmującej mieszkania po cenach rynkowych w Polsce to około 4,5%. Dla porównania: średnia unijna wynosi 20%, a w Niemczech sięga 40%. Nawet kraje o podobnej historii — Czechy, Słowacja — mają wyższe wskaźniki.
Skąd ta różnica? Przede wszystkim z historii. Masowa prywatyzacja mieszkań po 1989 roku sprawiła, że Polacy stali się narodem właścicieli. Przez dekady „własne cztery ściany" były synonimem bezpieczeństwa i sukcesu życiowego.
Co roku w Polsce oddaje się do użytkowania około 150 000 nowych mieszkań. Niemal połowa z nich — w kategorii „na sprzedaż lub wynajem" — trafia na rynek inwestycyjny. Przy niskich stopach procentowych mieszkanie na wynajem stało się alternatywą dla lokaty bankowej. Każde takie mieszkanie to nowy wynajmujący, który staje przed problemem: jak profesjonalnie rozliczać najemców?
Usunięcie adresu zameldowania z dowodu osobistego nie było przypadkiem — to sygnał zmiany. Ludzie przeprowadzają się za pracą częściej niż kiedykolwiek. Przywiązanie do jednego miejsca coraz częściej oznacza rezygnację z lepszych zarobków. A przeprowadzka z wynajmowanego mieszkania jest nieporównywalnie prostsza niż sprzedaż własnego.
Polska przechodzi te same zmiany co reszta Europy — z opóźnieniem, ale w tym samym kierunku:
Polska nie dojdzie do 40% Niemiec w ciągu dekady. Ale przejście z 4,5% do choćby 8-10% oznacza podwojenie rynku. Dla wynajmujących, którzy przygotują się teraz — profesjonalizując procesy od pierwszego dnia — to nie zagrożenie. To szansa.